Tagi

, , , , , , , , , , ,

Postanowiłem dokończyć myśl rozpoczętą przed paroma dniami. Podejmując temat kryzysu Kościoła zaakcentowałem pewien znak pojawiający się podczas naszych liturgii – może to jeszcze nie kryzys i myślę nawet, że jest zbyt wcześnie, by można krytykować wszelako reformę liturgiczną dokonaną po Soborze Watykańskim II. 

Ważne jest też, by umieć wyrażać swoje opinie i zdania w sposób mądry, bo chodzi tu o rzecz naprawdę świętą, najświętszą. Reforma, która się dokonała była wynikiem pracy ludzi przez wiele dziesięcioleci. Nie sposób wspomnieć tu Ruchu Liturgicznego rozpoczętego przez Benedyktynów i wielu wybitnych postaci.

Skoro Benedykt XVI z całą swą wielką roztropnością wzywa do zastanowienia się nad „reformą reformy” to w żadnym wypadku nie przekreśla tego co się dokonało w latach 60 w sposób bardzo gwałtowny (a w Polsce trochę później), ale zaprasza nas do ponownego odczytania postanowień soborowych. Z pewnym nastawieniem trochę maniakalnym zapraszam do książki-wywiadu, ale również do Adhortacji Sacramentum Caritatis i jego licznych wypowiedzi.

Owszem liturgia rzymska w swym rycie przedsoborowym uwrażliwiała nas i nastawiała bezpośrednio na sacrum, ale brakowało w niej widocznego dialogu pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Bardzo lubię rozczytywać się w tym jak ta liturgia wyglądała, oglądam filmiki i przeglądam zdjęcia, gdzieś w sercu mam pragnienie uczestniczenia w takiej liturgii, ale wyczuwam pewną obcość i niezrozumienie.

Obecna forma liturgii jak najbardziej również nastawia nas na sacrum. Rzetelne skupienie się na tym co nam Kościół podpowiada i odczytanie nie tylko rubryk (jakby didaskaliów, pisanych w kolorze czerwonym) ale przede wszystkim nigryk (tekstów modlitw, nazwa od koloru czarnego) wprowadza nas we wspaniałą rzeczywistość świętej liturgii, która wbrew wielu podejrzeniom i oskarżeniom w sposób niesamowity łączy w sobie to co stare i nowe.

Problem nie tkwi w liturgii, ani też wbrew wszelkim pozorom w jej formie, ale w wykonaniu. Tu następuje czasem, bo to też nie zawsze, ale zdarza się takie zejście nieprzemyślane i zbyt gwałtowne z sacrum do banału. Czasem argumentem jest dobro wiernych, a w tym dzieci dla których celebrans czy kaznodzieja robi z siebie istnego pajaca. Ale o tym pisze wiele portali internetowych. Dla mnie takim zejściem na kanał banału jest skracanie liturgii, opuszczanie niektórych fragmentów, modlitw, czytań Pisma Świętego, co bardzo jest widoczne w czasie Liturgii Triduum Paschalnego. Mam doświadczenie pewnego schodzenia na poziom banału podczas mszy tzw. młodzieżowych lub lepiej określić to z udziałem młodzieży, bo jak msza może być młodzieżowa-tu kojarzy mi się słowo „na luzaka” lub dziecięca z odcieniem infantylnym. Chrystus nie umierał na Krzyżu ani też nie wstawał z grobu, czy nie zasiadał do Ostatniej Wieczerzy – na sposób dziecięcy czy młodzieżowy.

Zastanawia mnie fakt, że skoro tyle się mówi, że w niedzielę najważniejszym momentem jest Eucharystia, jako centrum dnia i szczyt tygodnia, to dlaczego przychodząc do kościoła dane mi jest max. 60 minut, ale najlepiej, żeby by to trwało 40 max 45 min. i wszystko na zasadzie-odprawienia obowiązku. Nie dziwię się wcale, że ludziom się nie chce w tym wypadku chodzić do kościoła, nie dziwie się, że stoją na zewnątrz, a gdy wejdą to jakoś specjalnie nie ciągnie ich do przodu, bo mało jest takich, którzy najpierw wierzą, a następnie tak to celebrują, że rzeczywiście widać spotkanie z żywym Bogiem. Za takimi liturgiami tęsknię. Wiele razy doświadczyłem takich momentów pięknej liturgii począwszy od Triduum Sacrum poprzez liturgie celebrowane (nie odprawiane) w ciągu roku. Warto nam wszystkim, nie tylko kapłanom, diakonom czy klerykom lub osobom konsekrowanym, ale wszystkim podjąć pewną reformę reformy powrotu do sacrum i odrzucenia tego co banalne. Jeżeli liturgia będzie banalnie sprawowana to i całe życie takie będzie. Trzeba nam wszystkim zacząć dyskutować ale też podejmować konkretne kroki i inicjatywy, byśmy mogli rzeczywiście doświadczać spotkania z Bogiem-Miłością.

155607_179178928885420_159682902_n