Tagi

, , , , , , , , ,

Ten świat jest najpiękniejszy – nie  moglibyśmy sobie piękniejszego wymarzyć. Ludzie i wszystko co nas otacza już nie może być bardziej piękne. Co jest źródłem tego? Czy idealność – raczej nie. A może doskonałość? Hm chyba też nie, bo któż z nas oprócz Boga jest doskonały?! Coś co czyni ten świat pięknym to różnorodność – i o tym kilka słów…

Świat byłby strasznie nudny, gdybyśmy wszyscy byli tacy sami – gdybyśmy mieli wszyscy mieli takie same twarze, oczy, wygląd, charakter, sposób bycia, wypowiadania się, wszyscy tak samo myśleli. To jest jak z przyrodą – nudny byłby ten świat, gdyby rosły by na mi choć piękne, ale tylko same czerwone róże, czy tylko białe lilie. Dlatego, że każdy z nas jest inny i przyroda też w tej różnorodności uczestniczy – ten świat jest piękny.

Bóg też nie lubi kopii i monotonii. Wystarczy otworzyć Biblię i zobaczyć, że Bóg cały czas ma fantazję w stwarzaniu, w dziele zbawienia. Gdy powołuje proroków – za każdym razem robi to inaczej. Gdy się objawia poszczególnym i wybranym ludziom robi to za każdym razem inaczej. Gdy czyni cuda, gdy uzdrawia (nawet z tej samej choroby czy dolegliwości) to robi to za każdym razem inaczej. Nigdy nie powtarza tego samego gestu. Gdy Jezus powołuje apostołów to wybiera tak tych wspaniałych dwunastu, że my byśmy tak nigdy nie wybrali. Wybiera każdego o innym charakterze, sposobie bycia i funkcjonowania. Nie wybiera identycznych, wymierzonych od linijki, jednorodnych – ale każdego diametralnie innego. Wystarczy popatrzeć na apostołów (może jak znajdę czas to podejmę się tego wyzwania, by opisać kiedyś ich charaktery).

To jest wyzwanie dla każdego z nas. Dlaczego?

My często uważamy się za katolików, za wierzących i praktykujących. Uczęszczamy na Msze Święte, modlimy się, czytamy Pismo Święte a jednocześnie zachowujemy się jakbyśmy wszystkie mądrości pojęli i przekreślamy lub jawnie krytykujemy inne formy wiary czy formy jej wyznawania. Poznając i wchodząc w jakąś duchowość innych uważamy za heretyków, innowierców i odszczepieńców i sekciarzy – choć żyją i działają w Kościele.

Nas katolików inność bardzo drażni i boli. Trudno nam zaakceptować odrębność czy inność drugiego człowieka, który nie zachowuje się tak jak my. Podpieramy się stałą zasadą: zawsze tak było i nigdy tak nie było. Jesteśmy nie zmieniać siebie i nie patrzeć na siebie w kwestii zachowania, ale mamy skłonność do tego, by innych upodobnić do siebie, a w przeciwnym wypadku potępić i odrzucić.

W naszych środowiskach, w parafiach, w Kościele jest miejsce dla ruchów charyzmatycznych i dla starszych ludzi modlących się stale na różańcu, dla potrzebujących mocnych wrażeń, chcących skakać i klaskać, ale też dla fascynatów tradycyjnej formy rytu rzymskiego, dla pragnących formować się w oazie, neokatechumenacie, w róży różańcowej czy chórze parafialnym. Ta inność jest piękna! Kościół się dzięki temu rozwija.

Wiadomo, że super byłoby gdyby w Kościele byli tylko redemptoryści, ale jednocześnie byłoby strasznie nudno – dla tego chwała Panu, że są dominikanie, jezuici, franciszkanie itd. Chwała mu, że nieustannie powołuje całą rzeszę rodzin zakonnych – męskich i żeńskich. Chwała Mu za mnóstwo ruchów, stowarzyszeń i wspólnot w Kościele – bo ta wielokolorowatość jest piękna!

Ci, którzy inaczej myślą, inaczej patrzą na świat, inaczej wierzą – mogą i są dla nas darem od Boga!

 (Mk 9,38-40)
Apostoł Jan rzekł do Jezusa: Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami. Lecz Jezus odrzekł: Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami.