Tagi

, , , , , , ,

Słyszałem niedawno historię o księdzu prawosławnym, który przyjechał do wspólnoty braci w Taize. Zapytany o to co jest największym skandalem w historii chrześcijaństwa odpowiedział – największym skandalem jestem ja sam!

Żyjemy w czasach kiedy niemal codziennie mówi się o jakimś skandalu. Wydanie wiadomości, nowy numer czasopisma, nowinka bez skandalu – traci na znaczeniu, jest marnowaniem czasu, straconą złotówką wydaną na gazetę. Żywimy się tym co podsyca ogień naszej codzienności.

Niemal zwyczajem i codziennością jest wyciąganie i mówienie o skandalach w Kościele. Bez sprawdzenia czy to prawda czy nie zarzuca się nas informacjami o pedofilii czy podwójnym życiu duchowieństwa. W rozmowach z okazji różnych spotkań rodzinnych tematem naczelnym staje się bogactwo i życie w luksusie miejscowych duszpasterzy. Skandal pogania skandal.

Wielu odchodzi z Kościoła tłumacząc się, że nie chce wierzyć i nie chce być w takiej wspólnocie, w której jest tyle skandali, gdzie prym w skandalach wiodą duchowni (a przecież to oni mają być wzorem). Jak wierzyć więc – skoro ci, którzy mają nas prowadzić sami czasem stracili wzrok?

Trzeba też popatrzeć z drugiej strony i zobaczyć wielkie dzieło i świętość Kościoła – płynącą z mocy samego Boga. Dobro zawsze było i jest mniej widzialne, bo mniej błyszczy i nie wynosi się ponad głowy naszego widzenia i postrzegania świata i Kościoła. Trudniej je zobaczyć mimo iż jest go o wiele i to bardzo wiele więcej.

Przychodzi mi tutaj na myśl słowa, które wypowiadam jako prezbiter celebrując Eucharystię – nie zważaj na nasze grzechy, lecz na wiarę swojego Kościoła. Ta wiara ma prowadzić Kościół i dawać siłę – mimo naszej słabości, grzeszności i lęków, które w nas są.

Nie czas i nie miejsce na osądy i oceny tych, którzy zawinili. Nie mogę też nikogo przekreślić i powiedzieć, że zdrajca, że oszukał siebie i Kościół i Boga. Dlaczego? Bo nim sam wypowiem się o innym, trzeba bym popatrzył na siebie. Trzeba, bym najpierw zobaczył siebie, swoje życie, grzechy i słabości, to co mocne i co strasznie słabe i pełne lęku.

Ja jak patrzę na swoje życie to chciałbym powtórzyć za tym księdzem – że jeżeli myślę o skandalu w Kościele, to największym skandalem jestem ja sam. Mój grzech jest największym skandalem. Ale jest jeszcze coś co jest bardziej skandaliczne niż mój grzech. Coś co przekracza ludzkie myślenie, co szokuje, co po ludzku nie logiczne…

To Miłosierdzie Boże! Bóg jest największym skandalem w historii wszechświata!

Tak jak On kocha – nikt nie kocha (bo to po ludzku bezsensowne)

Tak jak On przebacza – nikt tak nie potrafi (bo ileż można)

Patrząc na to ile On robi w moim życiu, jak wiele czyni cudów, jak mnie chroni – a jak ja wobec tego się zachowuję, a On nic sobie z tego nie robi tylko dalej tak samo, a może nawet jeszcze bardziej, jeszcze mocniej kocha i przebacza – to jest skandal. Taki jest Bóg, w którego wierzę!


skandal1