Tagi

, , , , , , ,

Jestem jeszcze bardzo młodym księdzem. Niewiele jeszcze wiem o życiu – wręcz bardzo mało. Jednak przez ten krótki czas sporo już nasłyszałem się ubolewania na swój temat – jakie to życie kapłańskie i zakonne jest ciężkie. Ileż razy ludzie współczuli mi tej „męczarni” – że w tym habicie to wszędzie musicie chodzić, że tak ciężkie życie prowadzicie, tyle w tym konfesjonale musicie siedzieć, tyle Mszy, tyle katechez i pracy… ale czy to naprawdę jest na miejscu? Czy naprawdę należy się nad nami użalać i nam ubolewać? Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówi zupełnie coś innego…

(Mk 10,28-31)
Piotr powiedział do Jezusa: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Jezus odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym. Lecz wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi.

 

Chyba piękniejszego fragmentu nie mogłem usłyszeć właśnie w dniu, kiedy świętuje moje młode kapłaństwo – 2 lata temu wraz z moimi współbraćmi przyjąłem z rąk bp Stanisława Budzika dar święceń prezbiteriatu. Dziś przychodzi taki czas, by to podsumować. Krótki był to czas ale bardzo intensywny – bardzo dużo działo się przez te 24 miesiące.

Spełniły się słowa Jezusa w moim życiu. Opuściłem dom, by wybrać drogę życia zakonnego, a następnie kapłańskiego. Zostawiłem moim najbliższych, ale otrzymałem stokroć jeśli nie tysiąckroć więcej. Moich dwóch braci zastąpili mi moi współbracia – których w zgromadzeniu jest ponad 5000, a domu zakonnym w którym teraz jestem jest nas ponad 30 braci. Każdy dom zgromadzenia jest moim domem, a ileż tych domów, gdy ludzie przyjmują mnie dlatego, że jestem redemptorystą czy prezbiterem. Robię to i zajmuję się tym o czym marzyłem i za czym tęskniłem od młodości, od dzieciństwa. Nie wyobrażam sobie innego życia. Kocham to to robię! Za żadne skarby nie zamieniłbym się z nikim moim obecnym życiem i pracą.

Nie powiem, że zawsze było super i łatwo, ale przecież nie wybierałem drogi, która by miała mnie prowadzić na łatwiznę. Nie o to w życiu chodzi. Nie raz przeżywałem momenty, gdy chciałem uciekać i zostawić to wszystko, ale nigdy tego nie zrobiłem, bo wiedziałem, że Bóg chce mnie tu. Nie dla wygody, spokoju życia, ale dla świadomości wyboru powołania, którym mnie Bóg obdarzył. I teraz nie zawsze jest łatwo. Choć zawsze chciałem uczyć w szkole i nadal chcę to robić to widzę jak ciężka jest to rzeczywistość. Ciężka, ale zaraz piękna. Zawsze wracam z radością do szkoły, choć wiem, że nie zawsze będzie w niej lekko, że nie zawsze sprostam oczekiwaniom i nie zawsze będę dobrym nauczycielem. Tego wszystkiego się uczę każdego dnia.

Był czas kiedy bardzo chciałem zostać dominikaninem. To nie jest dla większości żadna nowość i odkrycie tajemnicy. Właściwie cały czas seminarium był zmaganiem się z tą myślą i wyborem. Tysiące razy pytałem się Boga – dlaczego chce, bym został redemptorystą? Gdy podjąłem decyzję – bycia wiernym pierwszej decyzji i napisałem prośbę o dopuszczenie mnie do ślubów wieczystych – rekolekcje przed wieczystymi głosił nam dominikanin – taki żart Pana Boga. Mocne nawrócenie przeżyłem  dzięki o. Adamowi Szustakowi. To jego konferencje, które słuchałem jadąc w pociągu, jeżdżąc na rowerze czy pracując w gliwickim ogrodzie przy naszym klasztorze sprawiły, że moje życie wywróciło się do góry nogami. Dziś nadszedł taki czas, że 2 tygodnie temu głosiłem razem z nim kazania w czasie II Weekendu Pełnego Łaski. I myślę, że to nie koniec współpracy… Ale żeby nie było – kocham moje zgromadzenie i codziennie dziękuję Bogu, że jestem redemptorystą!

Mija drugi rok kapłaństwa. Setki sprawowanych Eucharystii, tysiące historii ludzi wysłuchanym w konfesjonale i nie tylko, dziesiątki, a może i setki tysiące rozdanych komunii świętych, niezliczona ilość poznanych ludzi i odwiedzonych miejsc – a wszystko ze względu na Imię naszego Pana Jezusa.

Chyba nie jestem lepszy. Nie jestem bardziej święty, a może nawet i w ogóle do świętości nie dorastam. Staram się i nawracam każdego dnia. Różnie mi z tym wychodzi. Nie wiem czemu akurat mnie Bóg chciał mieć swoim sługą w życiu zakonnym i kapłaństwie. Cały czas niedomagam i nie dorastam do tego do czego zostałem powołany.

Ale jest jedno co jest pewne – to staram się Go kochać z całych sił! Nie umiem tego robić doskonale, ale robię to tak na ile jestem w stanie.

Dzięki Ci Jezu, za te 2 lata kapłaństwa. Nie wiem ile mi ich jeszcze zostanie – ale proszę Cię o jedno, bym wytrwał w kapłaństwie do śmierci! Gdybym nie umiał wytrwać – to zabierz mnie z tego świata.

PLANSZA310-Krzyżkowski_tyl_poprawiony