Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , ,

Boże Narodzenie. Ckliwe, emocjonalne, płaczliwe, magiczne, serdeczne, pełne użalania się nad Bogiem, który urodził się w stajence, bo Go nigdzie nie chciano przyjąć – czy oto chodzi w te święta, czy tego chciał Bóg, żebyśmy ten czas przeżywali właśnie w taki sposób. Ja chyba już z tego wyrosłem. W tym roku nawet jakoś nawet kolęd mi się nie chce śpiewać… i myślałem, że już ze mną strasznie źle, że te święta u mnie będą strasznie do kitu – zresztą tak jak z postanowieniami adwentowymi hmm ale modliłem się, żeby Bóg coś z tym zrobił, żeby dał mi jakiś znak, bym nie zmarnował tego czasu … i stało się…

(Iz 9,1-3.5-6)
Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa, jak się weselą przy podziale łupu. Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu, pręt jego ciemięzcy jak w dniu porażki Madianitów. Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza. Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju. Wielkie będzie Jego panowanie w pokoju bez granic na tronie Dawida i nad Jego królestwem, które On utwierdzi i umocni prawem i sprawiedliwością, odtąd i na wieki. Zazdrosna miłość Pana Zastępów tego dokona.

(Łk 2,1-14)
W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. Lecz anioł rzekł do nich: Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie. I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania.

 

Bóg od samego rana dawał mi znaki… Najpierw zupełnie przypadkowo (choć przypadków nie ma) wpadła mi w ręce książka Marcina Jakimowicza „Pełne zanurzenie” i słowa, które mimo, że nieraz o nich słyszałem to dopiero teraz mną ruszyły, a nawet zmasakrowały od wewnątrz:

Bóg nie wyrwie cię z cierpienia. On do niego zejdzie. Będzie tam z tobą. Towarzyszyć ci będzie powiew Jego wiatru.

Mimo iż jestem kim jestem to czasem (rzadziej lub częściej) myślałem, że Bóg jest po to, by mnie wyciągnąć z tego co boli. Dziś jednak zrozumiałem, że On wchodzi w to co bolesne, co rani i jest nocą. On schodzi do wszystkich (absolutnie wszystkich) przeklętych sytuacji  mojego życia i przemienia je Swoją Osobą. On tam mówi do mnie JESTEM. I to jest pierwsza myśl, która poruszyła moje skamieniałe od grzechów serce. Te słowa mną wstrząsnęły…

A potem na pasterce usłyszałem historię o człowieku, który pracował w czasie wojny w mundurze wermachtu jako strażnik na wieży w Auschwitz. Codziennie modlił się na różańcu i prosił Boga, by dał mu podpowiedź co ma zrobić. Codziennie patrzył na okrutny obraz gdy setki ludzi było prowadzonych do komór gazowych. Chciał popełnić samobójstwo. Myślał, by może zastrzelić kilku strażników i pozwolić, by żydzi mogli pouciekać. Nie mieli jednak gdzie uciekać, bo wszędzie byli żołnierze. Pamiętał jednak, że pewnego dnia usłyszał w swoim sercu głos: rozbierz się i idź tam w tłum i razem z nimi zgiń w komorze gazowej. Nie zrobił tego, a gdy napisał książkę o swoim życiu to napisał tam, że wiedział, że to jest Bóg.  Co więcej – zobaczył, że taki jest Bóg. On wchodzi w nasz świat. Rozbiera się z glorii i chwały. Zciąga swoje przywileje i zasługi i staje się jednym z nas i to tak, by go nikt nie rozpoznał. Rozbiera się i wchodzi w naszą nędzę. Św. Paweł napisze, że aby nas Jezus wyciągnąć z grzechu sam stał się grzechem. On wszedł w naszą codzienność. Wszedł w nasze życie, ale nie po to by iść za, przed czy obok, ale tak jak my – razem z nami.

I to są prawdziwe Święta Bożego Narodzenia. To nie barszcz z uszkami czy rybka na stół wigilijny. On chce być naszą codziennością i rzeczywistością. On jest taki jak my. Wchodzi pomiędzy nas i idzie razem z nami… i mówi JESTEM!

Tego wam, życzę na te Święta i na każdy dzień – byśmy usłyszeli Jego głos: JESTEM! zawsze Jestem i wszędzie Jestem!

ps. na koniec słowa o. Adama Szustaka OP, które szczerze mną ruszyły, wpisały się w klimat świąt i podniosły na duchu:

„Kochani, za chwilkę Pasterka, ale zanim zaczniemy świętować Jego narodziny chciałbym Wam zastawić dwie myśli, które mi dzisiaj chodzą po głowie cały wieczór, a dokładnie od nieszporów, w których są dwa zupełnie niesamowite teksty. Nie mam żadnego kazania dzisiaj, więc muszę się gdzieś kaznodziejsko wyszaleć:) Pierwszy to fragment z Listu do Filipian, gdzie jest mowa o tym, że „Chrystus ogołocił samego siebie przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi”. Zajrzałem do tekstu greckiego i jest tam napisane dosłownie, że Chrystus „stał się pustym” – jakoś bardzo do mnie dociera to wyrażenie. Możliwe, że ktoś z Was przeżywa dzisiaj całkowitą pustkę, że te Święta nic nie znaczą, że fajnie, że są, ale w środku jest jakaś dziwna pustka i może nawet pojawia się obawa, że już tak zostanie, bo w końcu ciągle tak jest. Otóż jest Dobra Nowina! Jeśli tak masz to jesteś podobny do Boga! Jesteś podobny do Jezusa! Czy może być coś lepszego niż podobieństwo do Niego? Nawet jeśli tylko w pustce, to jesteś do Niego podobny! A druga myśl, to fragment z Listu do Galatów, gdzie jest napisane, że Bóg stał się człowiekiem „abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo”. Znów zajrzałem do tekstu greckiego i nie ma tam mowy o żadnym przybranym synostwie, ale jest napisane, że „dostaliśmy usynowienie”. Rozumiem, że kiedy się nie miało rodziców i ktoś nas przygarnął jako przybranych synów, to jest wielka radość, ale w tym tekście jest mowa, że nigdy nie było tak, że nie mieliśmy Rodzica! nie trzeba nas przybierać za dzieci, ale my już nimi jesteśmy! I to się nigdy nie zmieniło i nie zmieni. Czy Wy czaicie co to znaczy, że jesteśmy po prostu Synami i Córkami Boga?! Tak wprost, bez żadnego przyszywania, przybierania czy czegokolwiek tam innego. Że jak zapytają Boga jak ma na imię Twoje dziecko, to On odpowie nie tylko, że Jezus, ale wymieni Twoje imię, tak, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie!! Ale jazda! Bardzo Wam życzę, żeby te dwie niezmiernie świetne wiadomości do Was dzisiaj dotarły. Ależ to jest noc! Bardzo Was ściskam i bardzo pozdrawiam. Miejcie się najlepiej. o. adam. +”