Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Przyjaciel, Bóg, Pan, a może kumpel, którego mogę poklepać po plecach? Kim jest i jak się zwracać do Boga? Odpowiedź jest prosta: jak Jezus! Mów do Boga tak jak Jezus mówił do Swojego Ojca. Pięknym przykładem tego jest dzisiejsza Ewangelia do której lektury zapraszam:

(J 5,17-30)
Żydzi prześladowali Jezusa, ponieważ uzdrowił w szabat. Lecz Jezus im odpowiedział: Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam. Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu. W odpowiedzi na to Jezus im mówił: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Syn nie mógłby niczego czynić sam od siebie, gdyby nie widział Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co On sam czyni, i jeszcze większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili. Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce. Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, że nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą, żyć będą. Podobnie jak Ojciec ma życie w sobie, tak również dał Synowi: mieć życie w sobie samym. Przekazał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym. Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, w której wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego: a ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie potępienia. Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Tak, jak słyszę, sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy; nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał

Niesamowite jest to jak Jezus mówi o Swoim Ojcu. Jak wielka musi być między nimi zażyłość czy więź. Jak bliskość czy nawet intymność. Jest też w tym wszystkim niezwykła tajemniczość, która pociąga i zachwyca. Dla mnie w tym jest jakaś podpowiedź  – kim dla mnie jest Bóg i jak powinienem się do Niego zwracać.

Jezus, choć tak dobrze zna Swojego Ojca i jest tak bardzo blisko Niego to się z Nim nie spoufala. Odnosi się do Niego z wielkim szacunkiem i czcią. To jest coś czego nam tak często brakuje. Gdy mówi się o Bogu jako właśnie Bogu, Zbawicielu, Odkupicielu, Panu to wydaje się nam to nudne. Dopiero potraktowanie Boga jako przyjaciela, a czasem nawet kumpla, kolegę – wtedy to Bóg staje się atrakcyjny. Pobożne pieśni wyznające wiarę w swej treści usypiają, a pioseneczki na styl koko koko Bóg jest spoko czy też przetwarzanie piosenek disco polo na treść religijną biją rekordy. Jak to jest? Czy mogę, czy mam prawo tak potraktować Boga Wszechmogącego, Świętego i Potężnego? – ale też  jednocześnie Słowo, które stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas Boga, który jest nam niewyobrażalnie bliski?

Czy Bóg może być kumplem? Kiedyś jeden z kaznodziejów powiedział nawet, że „Bóg jest zajebisty”. Czy Bóg może być kimś kogo mogę poklepać po plecach? Gdzie jest granica pomiędzy sacrum, a tym co może być względem Boga jako profanum? Czy mogę albo czy mam prawo tak traktować Boga? Odpowiedź jest jednoznaczna: NIE!

On jest Przyjacielem i jest Kimś tak bardzo bliski każdemu z nas, ale jest jednocześnie Bogiem. Jeżeli On będzie dla mnie tylko spoko i kumplem to nie będzie miejsca dla Niego jako Boga. A co będzie gdy przyjdzie cierpienie? Wiara nie może być tak płytka i tak banalna, którą budujemy w rytm muzyki disco polo. Wiara i Bóg nie może być błyskotką i tylko wtedy gdy mi jest dobrze i mogę sobie poklaskać i potańczyć. Czasem to się kończy bieganiem od kościoła do kościoła – gdzie bardziej się kołyszą, skaczą, gdzie jest więcej emocji i uczuć. A co będzie gdy tego zabraknie? Może stracę wiarę? A może będzie tak jak z Jezusem, że gdy zaczął wymagać i mówić rzeczy trudne, to najbliżsi poszli na Niego z kamieniami w rękach?

Wiara to relacja, to budowanie więzi z Bogiem. To trwanie w Jego Ojcowskich ramionach i wpatrywanie się w Jego Święte Oblicze.

Kiedy myślę o Bogu to przypomina mi się ten obraz z Księgi Proroka Izajasza i Aniołowie, którzy są wpatrzeni w Boga i śpiewają: Święty, Święty, Święty. Oni patrzą i nie kogą wyjść z podziwu, a jednocześnie śpiewają cały czas święty, a to znaczy inny. To nie jest „nastolatkowe” zachwycenie, ale wpadanie w zachwyt i osłupienie. On jest inny niż My sobie Go wyobrażamy. On jest piękniejszy niż możemy o tym pomyśleć. Skoro jest Święty to w wierze i w jej wyznawaniu sacrum nam potrzeba, a nie kumplostwa. Skoro jest Najpiękniejszy, to wiara nie może być tandetą czy kiczem. My mamy być jak aniołowie. Ulegając nowoczesnym nurtom przypodobania się ludziom, a nie Bogu przyczyniamy się do karykatury, a nie wiary. Bardziej wielbimy siebie niż Boga. Chcemy, by nam było fajnie i przyjemnie – a gdzie jest w tym Bóg?

Oddawać cześć Bogu i wyznawać wiarę w Niego można tylko przez pielęgnacje piękna i wchodzenie w sferę sacrum.

Pamiętaj – On nigdy nie będzie Twoim kumplem, ale zawsze może być Twoim Bogiem!

(artykuł ten po raz pierwszy ukazał sie na tym blogu rok temu 13.03.2013)