Tagi

, , , , , , , , , ,

Są takie fragmenty w Piśmie Świętych, do których z miłą chęcią i wielką radością wracam. Są one dla mnie bardzo wyjatkowe. Oczywiście nie jestem wybiórczy czy jakiś wybredny – nie odrzucam pozostałych, ale do niektórych mam jakiś taki wyjątkowy sentyment. Jak zakochani mają swoje ulubione miejsca i słowa – tak ja mam ulubione fragmenty w Piśmie Świętym – to chyba coś normalnego…

(Łk 24,35-48)
Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: Pokój wam! Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: Macie tu coś do jedzenia? Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich. Potem rzekł do nich: To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach. Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma, i rzekł do nich: Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie, w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego.

Pamiętam jak dwa lata temu przygotowywałem się do homilii – właśnie do tego słowa. Olśnienie przyszło, gdy czekałem na autobus nr 11 na popularnie zwanym „rapaku” – dokładnie pamiętam ten dzień. Cały dzień nic i właśnie gdy już zostało mi nie wiele do Mszy Świętej i wracałem do klasztoru i cały czas modliłem się o światło do Ducha Świętegi przyszło rozeznanie.

Trwamy cały czas w Oktwie Wielkiej Nocy. My patrzymy na ten czas przez pryzmat zwycięstwa i chwały i bardzo dobrze, bo to jest taki czas. My wiemy, że Jezus zmartwychwstał i dlatego nasza radość jest przeogromna. Czytając fragmenty ewangeliczne w tych dniach być może nie rozumiemy zachowania apostołów, a może się nawet oburzamy. Jednak trzeba nam też zrozumieć, co oni przeżywali, co było w ich sercu. Zabito ich Mistrza i Nauczyciela. Siedzą zamknięci w Wieczerniku. W obawie przed tym, by może ich również nie skazano na śmierć. Przestraszeni całą sytuacją. Dwaj uczniowie wrócili z Emaus i opowiadają, że spotkali Jezusa, że On żyje – ale nie do końca chyba im wierzą. Znamy też całą sytuację z Marią Magdaleną i jej świadectwa. To jednak nie daje im przekonania, że tak jest rzeczywiście. Oprócz strachu myślę, że mają w sercu żal, bo przecież miało być inaczej: „a myśmy się spodziewali”. Jezus miał być królem (w ich mniemaniu), a oni mieli zajmować ważne stanowiska. Miało sie tyle pozmieniać. Mieli wyjść spod okupacji Rzymskiej. I zwyczajne nici. Zostawili wszystko, opuścili domy rodzinne, nastawili się na pośmiewisko najbliższych i czują sie teraz jak przegrani. Nie mają nic, nie mają pracy, nie mają za co żyć, a każda godzina to czekanie na śmierć, bo na pewno ich znajdą i aresztują. Gdzieś w sercu mają żal do Jezusa, bo zostali oszukani…

I w tej sytuacji przychodzi do nich Jezus. Gdy zobaczyli Go to myśleli, że to zjawa. Myśleli, że już oszaleli, że postardali do końca zmysły skoro umarłego widzą. Może to być jakiś też szok pośmiertny – czasem gdy ktoś bliski umiera, to żyjący widzą, słyszą, czują jakoby ten, który umarł jednak był pośród nich. Więc co robi Jezus? Pozdrawia ich jak każdy ówczesny człowiek: pokój wam, shalom! A następnie każde im się Go dotknąć. Oni tak byli zszkowani tym, że nadal nie wierzyli. Nie wierzyli, że to jest prawda. Oni tak czuli się jak szaleńcy. A może nawet mówili: oj nie, Jezu, proszę. Już raz daliśmy się nabrać. Zostaw nas w spokoju. Nie dręcz nas, nie strasz nas. Proszę pozwól mi żyć w spokoju. Jezus więc idzie dalej i co robi – zaprasza ich do stołu. Co to znaczy. Zasiąść z kimś przy stole to zbudować z kimś jedność. Zasiada się z przyjaciółmi. W świecie semickim zasiadało się do stołu, by rozmawiać o rzeczach najistotniejszych. Stół nie był miejscem do rozmów o byle czym. Przy stole dokonywały się ważne decyzje. Dla Apostołów stół też jest czymś szalenie ważnym. Przez 3 lata gdy wędrowali z Jezusem to bardzo często zasiadali z Nim przy stole. Szczególnie wieczorami, gdy On wyjaśniał im to co mówił w ciągu dnia i czego nie rozumieli. Przy stole też zasiadł z nimi kilka wieczorów wcześniej – wtedy działy się rzeczy niezwykłe. Gdy Jezus zaprasza do stołu to mówi – porozmawiajmy o rzeczach najistotniejszych. On widząc gorycz w sercu jaką mają apostołowie zaprasza ich do stołu. On jakby chciałby powiedzieć do nich: spróbujmy jeszcze raz, siadajcie chłopaki do stołu i Ja wam to wszystko wytłumaczę. Dajcie pokój, nie ma co robić scen. Zacznijmy od nowa, od początku – tak jak kiedyś. I zaczyna im mówić co się działo i dlaczego tak się stało. Zaczyna się chwila szczerości i budowania od nowa przyjaźni, odbudowywania tego co było, a zostało przyćmione ostatnimi dniami…

Święta Wielkiej Nocy to czas gdy też Jezus nas zaprasza do stołu, by zacząć mi tłumaczyć dlaczego tak się dzieje w moim życiu jak się dzieje i dlaczego wiele rzeczy jeszcze nie rozumiem… Tegoroczne święta myślę, że też u mnie takie były. Też na nie czekałem. Czekałem na to, że wiele się zmieni, że wiele się wydarzy. Nie zmieniło się nic i nic szczególnego się nie wydarzyło. Też słyszałem wiele obietnic od różnych osób i wiele deklaracji, których brak pokrycia pokazały święta. Balonik został przebity i powietrze zeszło. Jednak w tym wszystkim, gdy przez moment czułem się tak totalnie ogołocony, a może nawet i oszukany – gdy wstałem w poranek Wielkanocny…. powstałem. Jakbym się na nowo narodził. W nocy zostawiłem ułudę i obiecywania, na które nie warto już czekać. Gdy ubierałem się i szykowałem się do kościoła, by mówić kazanie – słyszałem głos – Jestem z Tobą! Daj pokój temu wszystkiemu. Nie warto. Ja jestem! Te święta, które nadal trwają, były i są dla mnie po raz kolejny chwilą prawdy i szczerości – o mnie i o innych, ale przede wszystkim o Bogu, który znów dał mi dowód swojej obecności – to mi wystarczy w zupełności. To jest moje wielkanocne odkrycie:  Bóg mi wystarczy, wszystko pozostałe coraz bardziej mnie nuży i nudzi

To dla mnie była chwila prawdy. To może być też chwila prawdy dla Ciebie, gdy Bóg mówi ci w goryczy serca: daj pokój!