Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Jadąc na Górę świętej Anny myślałem sobie, że będzie tak samo jak wcześniej, czyli tak, że się wracać nie będzie chciało. Wiedziałem, że się wymodlę tak jak mało kiedy. Wiedziałem, że wysłucham znów konferencji pełnych mocy. Na koniec też powiem, że wiedziałem, że spotkam tam ludzi niezwykłych, niesamowitych i niepowtarzalnych. To wszystko wiedziałem i jechałem z przekonaniem, że nic mnie już nie zaskoczy. Jednak to co mnie tam spotkało przerosło moje myślenie i oczekiwania – łaska przelała się poza burtę…

DSC_2316

V Weekend Pełen Łaski (dla mnie trzeci na którym byłem) był czasem, który bardzo mnie zaskoczył. Bóg dawał mi „łaskę po łasce” cały czas. To dla mnie było bardzo ważne w tym czasie teraz.

A wszystko zaczęło się już na Eucharystii, na której usłyszałem, że moc nie należy do nas, a do Boga. Ci, którzy zasiedli przy Baranku zwyciężyli dzięki Jego Krwi. Przelać krew to zginąć. Dla mnie to słowo oznaczało śmierć grzechu. Wiedziałem, że nadszedł w końcu czas radykalnego powiedzenia nie grzechowi.Tego chciałem i po to tu przyjeżdżałem. Umocnieniem tego był moment sprawowania sakramentu pokuty i pojednania. Prowadząc ludzi ku Bogu i mówiąc im jak są dla Niego ważnI sam coraz bardziej się w tym umacniałem. Przyszła noc, a dla chętnych i tych, którzy chcieli wymazać się Jego Krwią tak dosyć dokładnie, czekała adoracja – czekał Jezus, by patrzeć, rozmawiać, milczeć i słuchać. Nie ma nic piękniejszego niż trwać u stóp Jezusa.

Nowy dzień rozpoczęliśmy od modlitwy Kościoła – jutrznią. Jaka siła tkwi we wspólniej modlitwie wie tylko ten kto tego doświadczył. Tu uczę się na nowo rozumienia piękna liturgii i mocy, która z niej płynie prosto od Boga do serca człowieka. On serca nasze powoli dotyka. Dotyka we wspólnocie.

Konferencja o. Adama oparta na obrazie ewnagelicznym burzy na jeziorze na nowo pozwoliła zatrzymać się nad moimi lękami, ale też co mnie zaskoczyło marzeniami i ideałami, które nie pozwalają mi spotkać Boga w życiu. Zobaczyłem na nowo jak one są silne we mnie, jak ten wiatr, który powala i zatapia nas, niszczy nas i powoduje, że ginę. Wspólne wielbienie i modlitwa wstawiennicza, którą modliłem się nad innymi – nie wiem jak ale sprawiały, że czułem jak na nowo we mnie wszystko się dzieli. Na nowo też cieszyłem się kapłaństwem i darem modlitwy nad tymi, którzy o to prosili. To było niesamowite. On był tam, to się czuło. Bóg tam był obecny. Niebo zeszło na ziemię. Aniołowie tak nam pozazdrościli, że zeszli na ziemię, by z nami uwielbiać Boga. Serce chciało cały czas uwielbiać. I pewnie nie dałoby rady, gdyby nie Eucharystia.

„Pokaż nam Ojca i to nam wystarczy”. Po co przyjechałem na ten weekend? Powiem tak – nie miałem żadnej konkretnej intencji czy pomysłu, a Bóg zadał mi takie pytanie, które było ciosem prosto między oczy. Czy Ci wystarczam? Hmm nie spodziewałem się takiego pytania i że tak mocno to wybrzmi w tym czasie. W głowie wiele pomysłów. Wiele różnych marzeń i pragnień, a On pyta – czy ci wystarczę? Gdybyś wszystko, co masz tu na ziemi stracił – czy Ci wystarczę? Chciałbym odpowiedzieć tak, ale nie wiem czy mam odwagę i czy umiem. Mimo ślubów zakonnych i przyjętych święceń wiem, że nie jest tak jak ma być. Chciałbym życiem odpowiedzieć: tak, wystarczasz mi Boże. Życie pokaże… Modliłem się i uwielbiałem na wielbieniu po Eucharystii, a w głowie i w sercu ciągle to pytanie: czy Ci Marku wystarczę? Podpowiedzi dostawałem dużo, a nawet w późnych, bardzo późnych godzinach na rozmowach o życiu z ludźmi, którzy mnie zafascynowali…

Przyszła niedziela. Myślałem, że to co miałem usłyszeć i doświadczyć to się już wydarzyło i teraz tylko spokojnie wysłuchać konferencji o. Adama, odprawić jeszcze Eucharystię i pouwielbiać Jezusa i do domu (a droga czekała długa, bo ponad 15 godzin). Jednak Bóg nie ogranicza się do naszych przyziemnych przyjemności. Jak napisałem na początku to, co On robił w ten weekend – to rozlewał łaskę nie że obficie, ale przeobicie całymi wiadrami, cysternami w hektolitrach. Nie wiedziałem, że tak można tego doświadczyć i tak to mocno czuć. Nie wiedziałem, że jeszcze bardziej po tym wszystkim mogę Go doświadczyć, że On mnie może jeszcze bardziej zaskoczyć. Pokazał mi, że tak! W końcu jest dobry, ekstremalnie dobry! W końcu jest Bogiem, pełnym łaski!

Miał być chrzest i był chrzest, ale taki jaki nigdy nie widziałem. Nina stała się chrześcijanką. Zdroje łask wylewały się przeobficie. Czułem się jakbym to ja na nowo wstawał do życia. Czułem jak ten stary człowiek we mnie ucieka, a nowy rodzi się. Gdy mogłem towarzyszyć przy chrzcie trzymając tackę (czy jak to się nazywa) patrzyłem na Ninę i na to co się dzieje w niej gdy o. Adam wypowiadał słowa oznajmiające chrzest, sprawiające, że staje się dzieckiem Boga, małą chrześcijanką. Nie mogę się powstrzymać od słów komentarza mamy Niny, która tak opisała to wydarzenie: Nasz Pan Jest Dobry! Gdy spragnieni, strudzeni podróżą ku Niemu, nie zawsze podążając jedyną właściwą ścieżką marzymy o kropli On zalewa nas całym morzem łask. To co było w w naszych sercach wyraziło się podczas wielbienia, które stało się wielkim dziękczynieniem Bogu za to co przed chwilą uczynił. Dzięki Ci Boże za to co się wydarzyło. Jestem tu wielbić, by oddawać chwałę. Jestem, by tu krzyczeć, że Jezus jest moim Panem! To wszystko jeszcze bardziej wyrażało się w wielbieniu jakim jest Eucharystia i w wielbieniu po niej. Nie wiem nawet jaki to wszystko opisać i jak to obrać w słowa!

Wyjechałem z Góry świętej Anny… wyjechaliśmy wszyscy PEŁNI ŁASKI!

To był wspaniały czas! Bóg wylewał łaski i nadal wylewał. Dziękuję wszystkim, których mogłem spotkać w tym czasie. Wiele od was otrzymałem. Dużo daliście mi siły na życie. Wiem wiem – to Bóg mi was podesłał! Dzięki, że jesteście!

I na koniec mam prośbę do tych, którzy byli na weekendzie. Bóg posyła nas, byśmy ewangelizowali, głosili Dobrą Nowinę przez świadectwo. Jeśli coś się dokonało w Twoim sercu to proszę Cię o kilka słów podzielenia się tym. Niech inni zobaczą jak wielkie rzeczy działy się tam. Niech inni zobaczą jak wielkich dzieł dokonał w nas Bóg. Zapraszam do wspólnej dyskusji i czasu świadectwa!