Tagi

, , , , , , , ,

Nigdy nie planowałem tego wpisu, a to dlatego, że zazwyczaj komentuje fragmenty biblijne, no ale dziś sprowokował mnie do kilku myśli wpis na blogu jednego z redaktorów Tygodnika Powszechnego.

Pan Błażej Strzelczyk w swoim wpisie (tutaj) wręcz oburza się i wyraża swój sprzeciw wobec wypowiedzi dwóch duchownych. Najpierw wobec księdza arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, biskupa łódzkiego, który w minionym czasie w ramach spotkania z młodymi odpowiadał na pytania na temat ateizmu. Drugie oburzenie było wobec jednego z przykładu, którego użył ks. Piotr Pawlukiewicz. Nim cokolwiek napiszę posłuchajmy tych wypowiedzi.

Cóż takiego oburzającego powiedział abp. Jędraszewski:

Tylko w Bogu można odnaleźć siebie. To co daje religia, ateizm odbiera. Ateizm odbiera prawdę, poczucie sensu istnienia, odbiera prawdę dlaczego warto cierpieć, poświęcać się i mimo tylu trudności żyć”.

„Ludzie bez Boga żyją bez fundamentu”.

Ateizm nie jest pogłębieniem duchowości, lecz ograniczeniem się do pustki, której symbolem może być pudło, w którym człowiek zamyka się przed Bogiem i stworzonym przez niego światem”.

Redaktor Tygodnika Powszechnego oburza się jak można powiedzieć, że w Bogu możemy odnaleźć siebie. To mam pytanie – kto da nam tę odpowiedź? Czy może mamy ją szukać w lesie zbierając grzyby? Może w wydumanych dyskusjach? Może w gwiazdach tę prawdę odnajdziemy? Przecież jako osoba wierząca swoje życie mogę rozumieć tylko w Bogu. To przecież sam święty Jan Paweł II o tym wiele razy pisał i mówił. Bez Boga nie zrozumiemy życia. Gdy przestaje wierzyć lub nie wierzę – to gdzie mam szukać sensu skoro moje życie jest tylko do momentu śmierci. Dla mnie to byłaby smutna rzeczywistość. Wtedy sensownym może być coś takiego jak samobójstwo, które może być niczym innym jak skróceniem cierpnień i życia, które przecież łatwym nie jest. Dziwię się, że ktoś kto piszę w rzekomo „katolickim” tygodniku oburza się na słowa, że Bóg jest odpowiedzią i fundamentem.

Następne oburzenie skierowane jest do ks. Piotra, który według pana Błażeha bez miłości podchodzi do człowieka, bo ciętą ripostą mógł spowodować, że wspomniania kobieta mogła już nigdy nie wrócić do kościoła. Skoro ktoś świadomie odrzuca Boga – nie zbawiajmy go na siłę.  Autor wspomnianego artykułu zachęca mnie, by pójść z tym kimś do lasu i tam wspólnie odkryć Boga. Co więcej – pokazać, ze to samo co jest w kościele jest w lesie. A ja mówię, że Bóg przygarnia każdego. Do Boga każdy może przyjść. I sakramenty są tą rzeczywistością, gdy odkrywamy, że potrzebujemy Boga – bo jesteśmy słabi, bośmy sie pogubili. Odkrywamy, że choćby ten las i poszukiwanie Boga żywego w tymże wspomnianym lesie sensu mi nie daje i dlatego przychodzę prosić o łaskę, by móc wrócić do Boga. Nam się jednak to wszystko chyba poprzewracało zupełnie. Ewangelia, Dobra Nowina, którą głosił Jezus jest słowem, które jak nazwie autor listu do Hebrajczyków, jest jak miecz obosieczny. Nie jest głaskaniem po główce – dobrze, żeś jest, będzie dobrze. Jest słowem mocnym, ostrym i odważnym. Jest nazywaniem grzechu grzechem, a rzeczy dobrych jako dobre. Jezus nie przebierał w słowach. Miłość zawsze wymaga. Cóż to za miłość, która tylko głaszcze po główce. Dziś nam potrzeba radykalnych postaw, a nie mydlanych teorii, że wystarczy być tylko dobrym. Tu odsyłam do homilii ks. abp Konrada Krajewskiego, którą wygłosił do kobiet w Piekarach Śląskich (tutaj ją można znaleźć). Czy można wobec tego więcej powiedzieć niż wyraził tu abp. Krajewski:

Muszę Wam wyznać, że patrząc na moje życie – a minęło już pół wieku – boję się spotkania z Chrystusem twarzą w twarz. Boję się, że On mnie nie pozna. Powie: – Nie znam Ciebie. Nie wiem, kim jesteś. Nie znam nawet Twojego imienia. Byłeś biskupem, byłeś jałmużnikiem, zajmowałeś się biednymi w imieniu papieża Franciszka… Ciekawe! Nic o tym nie wiem!

DLA MNIE BÓG ZAWSZE BĘDZIE SENSEM ŻYCIA. NIKT I NIC NIE DA MI TAKIEJ SIŁY I MOTYWACJI W ŻYCIU JAK BÓG. TYLKO BÓG JEST MOIM FUNDAMENTEM.