Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , ,

Jest już trochę późno, ale coś mnie wzięło, by napisać kilka słów. Tak jeszcze raz usiadłem nad słowem z liturgii wtorkowej i „masz tu babo placek”. Być tak jak On – jak Jezus. Piękne to jest marzenie. Myśleć i działać jak Bóg to pragnienie chrześcijanina, a już nie mówiąć o ewangelizatorach czy duchownych. Paweł nas dziś w tym temacie zagina. Posłuchajmy:

(Flp 2,5-11)
To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie. On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca.

Czasem mnie to zastanawiało co robić, by być podobnym do Jezusa. Tyle konferencji wysłuchałem, wykładów, tyle książek i artykułów i nic. Paweł powiedział jedno zdanie i system rozpracowany. Jest jedno dążenie, a więc pragnienie chrześcijanina, które nas w zupełności upodabnia do Jezusa. Jedno jedyne i nic nie trzeba więcej. Serio.  To jest służba.

Bóg stał się podobny do człowieka przez służbę. Służba wypełniała jego życie. Człowiek chcący być podobny do Boga powinien służyć. Służba ta okazywała się w posłuszeństwie Bogu. Posłuszeństwo to dla nas chyba coś najtrudniejszego, co nam ludziom wychodzi. Posłuszeństwo Bogu, rodzicom, przełożonym, pracodawcom, nauczycielom, starszym – bo przecież wiem lepiej.

Jezus też tak mógł się zachować i tak powiedzieć – wiem lepiej.

To jest jakiś konkretny przepis na szczęście. Służyć drugiemu. Usiąść niżej, oddać coś co dla mnie jest cenne i drogie. Może powiedzieć, że wszystkiego nie wiem i nie umiem. Patrzeć nie  na to co ja potrzebuje, ale czego brakuje mojemu bratu – bez pytania a co ja będę miał z tego.

Jezus jako prawdziwy Człowiek miał tco we krwi. Posłuszny zawsze i do końca. Nie bał się co inni powiedzą. To jest bycie prawdziwym mężczyną, chrześcijaninem, człowiekiem, świętym. Do śmierci – nie na chwilę, by inni nas podziwiają.

Chciałbym służyć – nie umiem. Lubię jak inni wokół mnie biegają, jak mnie podziwiają. Gdy widzą we mnie kogoś niezwykłego. Lubię jak na kazaniach ludzie kiwają głowami w geście – dobrze gada. Lubię, gdy powiedzą mi lub komuś – dobry ksiądz, dobry katecheta. Ty się do tego nadajesz. Ale wtedy myślę o sobie i robię to dla siebie. To nie jest chrześcijańskie. Co robić? Patrzeć na Jezusa i robić to co On. Brać michę z wodą i zacząć umywać nogi tym do których mi jest za daleko. Kiedy ja się tego nauczę? Ale to jest lepsze niż najlepsze kazanie doprowadzające do radości w sercu lub łzy nawrócenia. To jest lepsze niż najlepsza katecheza i najpobożniej odprawiony różaniec. Gdy ludzi zobaczą mnie klęczącego przed człowiekiem. Gdy kiedyś powiedzą – kurde, ten człowiek jest jak Jezus…