Tagi

,

Coraz bardziej i częściej zauważam wszechogarniającą tolerancję wobec wszystkiego i wszystkich. Dalej idzie to w kierunku do przymykania oczu na wiele spraw. Najbardziej jednak i to rzeczywiście jest coraz częstszym przypadkiem czy syndromem to, że zaczynamy się bratać z tymi, którzy nie, że są nam obcy, ale jako chrześcijanon plują nam w twarz. I nie mówię tu o prześladowcach wyłącznie. Dla mnie do kategorii takich osób należą wszyscy rozmydlacze ewangelii. Nie ma dla mnie nic gorszego. Co robi wobec takich Paweł? Posłuchajmy:

(Flp 3,17-4,1)
Bądźcie, bracia, wszyscy razem moimi naśladowcami i wpatrujcie się w tych, którzy tak postępują, jak tego wzór macie w nas. Wielu bowiem postępuje jak wrogowie krzyża Chrystusowego, o których często wam mówiłem, a teraz mówię z płaczem. Ich losem – zagłada, ich bogiem – brzuch, a chwała – w tym, czego winni się wstydzić. To ci, których dążenia są przyziemne. Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone, na podobne do swego chwalebnego ciała, tą potęgą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować. Przeto, bracia umiłowani, za którymi tęsknię – radości i chwało moja! – tak stójcie mocno w Panu, umiłowani!

Apostoł mówi tu o trzech postawach. Najpierw o wpatrywanie się w tych, którzy rzeczywiście są dla nas godnymi wzorami w naśladowaniu. To oni są wzorem i wzkaźnikiem wędrówki do Pana. Następnie mówi coś bardzo mocnego i jak podkreśla z płaczem, gdy patrzy na tych, którzy są wrogami Krzyża Chrystusowego. Wielu, którzy może chcieli by być wzorem stają się wrogiem. Dlaczego? Bo widzą swoją chwałę i w sobie upatrują mądrość. Wobec nich Paweł reaguje płaczem. Ale jest Niebo i tam ostatecznie Bóg, przekształci to co teraz poniżone w uwielbione ciało!

Chodzę z tym słowem i pytam się czy też płaczę ale tylko z tego powodu, że sam lub ktoś niweczy Chrystusowy Krzyż. Jak Go mogę zniewczyć – sobą i swoją chwałą. Mogę tak często zasłonić sobą Chrystusa. Ludzie zamiast Boga zobaczą mnie. Mogę gromadzić nie wokół Niego, a wokół siebie. Mogę robić nie dla Niego, ale dla swojej chwały. To dlatego tak wielu ludziom tak trudno w Kościele zobaczyć Boga. To dlatego niektórzy mają opór i nie mogą się przebić do Kościoła… bo jakiś bencwał stoi w drzwiach i zamiast Chrystusa dawać daje swoją próżną chwałę. Jedyną drogą jest zapłakać i zatęsknić za Niebem.

Gdy żyje rzeczywistością Nieba wtedy nie oceniam i nie liczy się to jaki to ja nie jestem. Wtedy liczy się tylko On i Niebo i to, że kiedyś rzeczywiście tam wszyscy będziemy. Do zobaczenia w Niebie!