Tags

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

J 12, 24-26

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli kto Mi służy, uczci go mój Ojciec”.

Każdy z nas chce żyć. Nawet, gdy życie dotyka dna i pozornie chciałoby się zwiać z linii frontu to gdzieś w głębinach serca ukryte jest pragnienie prawdziwego życia. Nawet większe jest w nas pragnienie, bo chcemy, by coś po nas pozostało, by o nas pamiętali i wspominali w wielu okazjach. Najpiękniejsze pragnienie jakie każdy z nas w sobie nosi to miłość. Kto nie chce kochać i być kochanym? I o tym wszystkim dziś Jezus mówi w tym bardzo krótkim fragmencie. Te kilka krótkich zdań pokazuje nam jak żyć, owocować i kochać. Jezus daje nam propozycję prawdziwego życia na pełnych obrotach, daje gwarancję owoców naszego działania i odpowiada jak kochać, by nigdy nie ranić i nie być poranionym przez drugiego.

Jeżeli chcę naprawdę żyć to trzeba bym pozwolił sobie na śmierć. Nie, to nie jest odezwa i zaproszenie do samobójstwa. Tu chodzi o śmierć tego co w moim życiu jest grzechem. I nawet więcej, bo to jest wejście na taką drogę, gdy nie ma nic ważniejszego od Boga. Wiem co to strata. Najpierw, gdy tracisz najbliższych ci ludzi lub gdy odchodzą bezpowrotnie ci, którzy mieli zawsze być. Przed tygodniem zepsuł mi się komputer. No cóż złośliwość rzeczy martwej – jedyny ból, że straciłem dorobek co najmniej 7 lat: zdjęcia, kazania, dokumenty, filmy, mnóstwo konferencji. Zaczynam od zera. Bóg dał, Bóg wziął. Stracić dobre imię, dobrą opinię o sobie, mniemanie. Stracić to, na co pracowałeś całe życie. Stracić to, co kochasz. Zostawić to, co być może dla ciebie było lub jest całym życiem. Po co to wszystko? By być po prostu wolnym. Przez życie możemy się zniewalać nie tylko grzechem, ale rzeczami, gadżetami no ale też ludźmi. Pamiętam takie relacje w moim życiu, które powodowały, że czułem się jednocześnie bardzo szczęśliwy przy tej osobie, a jednocześnie widziałem jak to mnie oddala od Jezusa. Więcej czasu potrafiłem poświęcić na budowanie tych relacji niż na relacji z Tym, komu ofiarowałem swoje życie. Nie dziwie się już teraz czemu to się wszystko rozleciało.

Potrafisz to wszystko zostawić dla Jezusa? Może relacja w której żyjesz jest obarczona grzechem – potrafisz to zostawić, by żyć w stanie łaski? Może i robisz świetne rzeczy, ale nie masz czasu na modlitwę lub drugiego człowieka – masz odwagę zostawić to, by uratować twoją relację z Bogiem lub najbliższymi. Chcesz żyć na pełnych obrotach? Zostaw wszystko, co rodzi w twoim sercu grzech. Jeżeli warto o coś w życiu tak naprawdę zawalczyć to tylko o relację z Bogiem. Jeżeli chodzi o wszystko inne to pozwól sobie na stratę.

Dalej idąc jeżeli chcesz, by cokolwiek po tobie zostało pozwól sobie na śmierć. Ziarno, by mogło zaowocować musi obumrzeć. Owoc rodzi się ze śmierci. Pozwolę sobie na małe wspomnienie. Gdy odchodziłem z Torunia martwiłem się bardzo o wspólnotę, którą 4 lata temu zakładałem. Bałem się strasznie, co z nimi będzie. Najgorszy był moment, gdy po roku usłyszałem, że wspólnota już ledwo ledwo dogorywa i pewnie już nic z niej nie zostanie. Takie do mnie dochodziły informacje. W pewnym momencie usłyszałem oficjalne ogłoszenie, że nikogo już nie ma (oczywiście w rzeczywistości było nieco inaczej, bo to góra ogłosiła, że już nie ma nic mimo, że ludzie byli). Dokonało się w moim sercu wtedy bardzo konkretne obumarcie. Czułem się jak rodzic, któremu umarło dziecko. Jednak nie wiem jak ując to słowami pojawiła się we mnie ogromna radość, gdy po tym fakcie i informacji dowiedziałem się, że na rekolekcje oazowe przyjeżdża spora grupa, a potem, że jest nadzieja, że na tym pustkowiu wytryśnie piękne źródło i stanie się ono oazą dla innych – w sensie przenośnym i dosłownym. Pamiętam jak szedłem do nowicjatu i mój ksiądz proboszcz mówił mi: pamiętaj Marek, że ten rok jest po to byś obumarł. Pamiętaj też, że to jest czas, gdy będę cię obkładać gnojem. Nie bój się – to jest po to, byś się na nowo narodził i żył. Ja jestem przekonany, że wtedy przez tego poczciwego kapłana przemówił Duch Boży dając mi proroctwo. Te słowa nieustannie sobie przypominam, gdy coś tracę.

Chciałbym coś w życiu po sobie zostawić. To chyba nawet tak po ludzku normalne i naturalne. Odkryłem jednak, że to co do mnie należy do zasiewanie ziarna. Muszę (z bólem to piszę, ale wiem, że to jest jedyna droga) pozwolić, by to ziarno obumarło. Co to znaczy? Dziś rozumiem, że to jest pozwolenie, by nawet ziarno zapomniało o siewcy i nie wiedziało kim ów człowiek był czy jest. I dopiero wtedy gdy zajmie się tym prawdziwy Siewca, czyli Bóg ono zacznie kiełkować i owocować. Nie ma innej drogi. Dobrze rozumiem to w kontekście wydarzeń też mojego życia. Tylko Bóg daje wzrost.

Na koniec Jezus pokazuje wzór na miłość. Nie ma on nic wspólnego z matematyką. Ktoś kiedyś powiedział to o wierze, ale ja to użyje w kontekście miłości. Miłość mnoży się gdy się nią dzielisz. Ona rodzi się w sercu i wzrasta wtedy, gdy zaczniesz się nią dzielić z innymi. Co to znowu znaczy? Jezus daje tu obraz służby. Sam to pokazuje w czasie Ostatniej Wieczerzy, a potem na Krzyżu. Miłość to uklęknięcie przed drugą osobą i mycie mu nóg. To pochylenie się przed człowiekiem w geście służby. To nastawienie, które nakazuje mi pytać nie co ja z tego mam, ale co ja robię, by pokazać drugiemu, że rzeczywiście kocham. To pozwolenie sobie na stratę swoich ambicji, planów, a czasem nawet swoich marzeń. Miłość to strata życia, by mógł żyć drugi człowiek. Jeżeli chcesz rzeczywiście kochać i być kochanym to pozwól sobie na stratę.