Tagi

, , , , , , ,

LITURGIA SŁOWA

Możemy nieraz w naszym sercu nosić rozżalenie i gorycz czy pretensje do życia czy nawet Pana Boga, bo nie widzimy nie tylko owoców, ale przede wszystkim „nagrody” za swoją uczciwość. Na dodatek zdarza się, że akurat nam przytrafiają się jakieś nieszczęścia losowe typu: choroba dziecka czy współmałżonka lub nasza, wypadek, brak pracy, rozpad małżeństwa itp. Na dodatek ktoś kto jest w naszej rodzinie lub niedalekim sąsiedztwie przeżywa życie spokojnie i w dostatku. Wtedy naturalnie pojawia się pytanie: dlaczego ludziom, którzy kombinują, oszukują, nie liczą się w ogóle z Bogiem powodzi się dobrze?

To może prowadzić do zwątpienia, załamania się w wierze, obrażenia się na Pana Boga. Trudne doświadczenia życia potrafią całkowicie załamać człowieka. Dzisiejsze słowo, które czyta nam Kościół odsłania prawdę życia człowieka sprawiedliwego z perspektywy końca. I taki jest właściwy sposób patrzenia i myślenia w chrześcijaństwie.

W Ewangelii Pan Jezus wskazuje potrzebę zaakceptowania swojej nieużyteczności. Bardzo często największym naszym cierpieniem jest brak zauważenia przez innych, brak uznania, czyli właśnie nieużyteczność. Dla zainteresowania sobą jesteśmy w stanie zrobić więcej, niż sobie wyobrażamy. Są tacy, którzy potrafią zrobić z siebie osobę chorą psychicznie, byle inni zwrócili na nich uwagę; podobnie stajemy się agresywni, nieznośni, wulgarni, wyzywający albo odwrotnie: gramy urażonych, cierpiących, zranionych…

Potrzeba bycia kimś należy do podstawowych potrzeb człowieka. Jednocześnie pokora, skromność, uniżenie należą do najwyższych oznak naszej duchowej dojrzałości. Jeżeli komuś zbytnio zależy na znaczeniu, staje się niewolnikiem tego znaczenia. Samo pragnienie staje się pożądaniem, a on człowiekiem kierowanym pożądaniem. Wcześniej czy później wyrazi się to w zachowaniu, które zrazi innych. Im bardziej czegoś pożądamy, tym trudniej nam tę wartość prawdziwie osiągnąć. Kiedyś usłyszałem takie zdanie: „Jeżeli nie potrafisz być nikim, nie potrafisz także być kimś”.